wtorek, 01 listopada 2011
szafa
1 listopada 2011
piękna ta oto szafa została niedawno przeze mnie posklejana do kupy
czwartek, 10 marca 2011
10 marca, czwartek rano Zmiana pogody: do wczoraj w nocy temperatura spadała do minus pięciu stopni a dzisiaj deszcz i plus cztery. Znaczy, wiosna. Przymrozki jeszcze będą ale śnieg, który ciągle leży w północnym cieniu domu dzisiaj na pewno zniknie. Z braku innych zajęć zająłem się malowaniem okien w kocim pokoju. Najpierw ściągam starą farbę, tak na oko jest tego z pięć warstw. Używam opalarki i papieru ściernego. Potem szpachluję wszystkie dziury i szpary i maluję ramy okienne i parapety. Do wczoraj udało mi się pomalować cztery okna. Skrzydła okien zostawiam sobie na później. Można je ściągnąć i czyścić na zewnątrz, co zrobię kiedy na dworze będzie jeszcze cieplej. Dzisiaj pomaluję ostatnie, piąte okno ale wcześniej muszę pojechać do Cieplic po jeszcze jedną puszkę farby. Przy okazji kupię psią i kocią karmę bo wszystko się skończyło. Kiedy malowałem kolejne okna musiałem trochę poprzesuwać meble i przyszło mi do głowy, że nadszedł czas na bardziej radykalne przemeblowanie w tym pokoju. Czekam teraz tylko na wizytę jakiegoś znajomego, który pomoże mi przesunąć szafę.
Wczoraj wieczorem przyjechała para gości na jedną noc. Oprócz tej nie mam żadnej rezerwacji na cały miesiąc.
środa, 02 marca 2011
2 marca, środa rano Wczoraj w środku dnia zapukała do drzwi Nostalgii pani z aparatem fotograficznym zawieszonym na szyi. Powiedziała, że pracuje dla pisma Weranda i szuka ciekawych domów i zapytała, czy może obejrzeć Nostalgię. Zaprosiłem ją do środka. Wtedy powiedziała, że ma w samochodzie córkę i musi po nią pójść. Po chwili wróciła z trzyletnim brzdącem o imieniu Karolinka. Karolinka okazała się dzieckiem żywotnym i ciekawym. Zadawała mnóstwo pytań i zaglądała do każdej szafki. Z szuflady w komodzie w kuchni, gdzie trzymam rzeczy zostawione przez gości wyciągnęła zapakowaną w folię prezerwatywę. Zapytała co to jest. Z pokerową twarzą powiedziałem, że to zabawka ale dla starszych dzieci. Wyjąłem jej błyszczący pakiecik z rączek i położyłem na stole. Po chwili Karolinka wróciła do stołu oznajmiła, że ona jest właśnie starsza. I czy może dostać tę zabawkę. Obiecałem jej, że jak będzie jeszcze starsza i przyjedzie kiedyś w odwiedziny to na pewno wtedy dam jej tę zabawkę. Mama Karoliny obejrzała cały dom, zrobiła zdjęcia i zadeklarowała, że przyjedzie za miesiąc z fotografem. Być może przyjedzie ktoś inny ale na pewno będą chcieli zrobić materiał o Nostalgii. Poczęstowałem ją ciastem z jabłkami, które wczoraj upiekłem. Ciasto było bardzo eksperymentalne bo kiedy już mieszałem składniki zorientowałem się, że nie mam cynamonu. Zamiast cynamonu użyłem więc mieszanki przypraw tea and coffee masala. Są to hinduskie przyprawy używane do kawy i herbaty. W skład tej mieszanki wchodzi cynamon ale też wiele innych przypraw w związku z czym amerykański apple pie bardziej przypominał hinduski pierożek. Smak co najmniej oryginalny ale ciasto było jadalne.
piątek, 25 lutego 2011
25 lutego, piątek wieczorem Zimno, nawet bardzo zimno. Nic się nie chce robić. Czekam na wiosnę.
środa, 23 lutego 2011
23 lutego, środa wieczorem Siedzimy sobie w kuchni i popijamy wermuth z sokiem pomarańczowym. To wynalazek Kasi, napitek słodki i bardzo pożywny. Andrzej pokazuje zdjęcia zrobione dzisiaj na wycieczce w Harrachowie a Kazik czyta kupioną wczoraj książkę. Czyli każdy robi co lubi. Za oknem minus 15. Żyjemy nadzieją, że jutro będzie cieplej.
wtorek, 22 lutego 2011
22 lutego, wtorek rano Za oknem termometr pokazuje minus 15 stopni. Jest nadzieja, że w ciągu dnia zrobi się cieplej ale na plusy nie ma co liczyć. Zima jeszcze się nie skończyła. Wczoraj z Magdą i Kazikiem pojechałem przed południem na basen do Skalnego do Karpacza. Oprócz nas na basenie były jeszcze dwie osoby. Posiedziałem w saunie, oczyściłem organizm a pływając w basenie miałem przed oczami zaśnieżony krajobraz. Ta godzina sauny i basenu zdefiniowała resztę dnia. Poczułem odpływ energii i nieodpartą potrzebę odpoczynku. Koło czternastej wycofałem się do sypialni i zasnąłem na godzinę. Potem zrobiliśmy coś do jedzenia, przygotowaliśmy pokój na przyjazd Andrzeja z rodziną a Kazik przez godzinę czytał i tłumaczył na głos angielską książkę. Punkt siódma przyjechał Andrzej z Kasią i Stasiem i resztę wieczoru przesiedzieliśmy w kuchni. Andrzej ma ambitne plany i chce zabrać rodzinę do Szklarskiej na poszukiwanie skarbów. Ciekaw jestem co powie na mróz.
czwartek, 17 lutego 2011
17 lutego, czwartek wieczorem Przez cały dzień wisiały nad nami szare niskie chmury. A wieczorem zaczął padać śnieg. Zima wróciła. Jutro zaczynam ranek od odśnieżania. Odwiedziłem dzisiaj weterynarza. Ikabod dostał szczepionkę przeciwko wściekliźnie a przy okazji jeszcze jakiś koktajl. Pół dnia upłynęło nam na wizycie w centrum medycznym. Kiedy wróciliśmy do domu odwiedziła nas Mirka K., która przyjechała do Sosnówki służbowo. Wieczorem zjawili się goście z rezerwacją i poprosili o jedzenie. To oderwało nas od kiepskiego filmu.
wtorek, 15 lutego 2011
15 lutego, wtorek wieczorem Dzisiaj przyjechali nowi goście. Dziadek z wnuczką. Są naszymi jedynymi gośćmi, chociaż ferie i brak jakichś szczególnie ekstremalnych warunków pogodowych. Dlaczego tak się dzieje? Trudno powiedzieć, nie mam na ten temat żadnej teorii. Ale kiedy patrzę na swoje zapiski z kilku ostatnich lat widzę, że Nostalgia cieszy się większym zainteresowaniem w lecie. W zimie jest u nas spokojniej, para gości ma czasem cały dom dla siebie. A czasem my mamy cały dom dla siebie. Z braku innych tematów załączam zdjęcie.
czwartek, 10 lutego 2011
10 lutego, czwartek rano  Zamiast pisać (bo nic się nie dzieje) wklejam zdjęcie. Skrzynia, co stała w kuchni znalazła nowe miejsce: w holu przy starej kuchni, tam gdzie kiedyś stała bieliźniarka, którą wczoraj wysłałem kurierem. Ta skrzynia tez czeka na swoją podróż, ale póki co stoi i cieszy oko.
wtorek, 08 lutego 2011
8 lutego, wtorek wieczorem Od początku roku mamy mało gości. Z jednej strony niedobrze, bo jak jest mało gości to jest mało pieniędzy. Z drugiej strony dobrze bo jak jest mało gości to jest mało pracy. Siedzimy w domu i odpoczywamy. A dzisiaj zatrzymali się przejeżdżający turyści z zapytaniem o nocleg. Pokazałem świeżutko wysprzątany pokój, ogrzany i pięknie udekorowany pamiątkami z Nepalu. Państwo zapytali o cenę a potem powiedzieli "to my musimy to przemyśleć" i wyszli na zewnątrz. Po chwili męska połowa pary wróciła i powiedziała "przepraszam, ale żona boi się tych masek więc zrezygnujemy". Dawno nie słyszałem takiej wymówki. Zresztą wcale nie musieli się tłumaczyć. Mogło im się po prostu nie podobać, mogła im nie odpowiadać cena, klient ma zawsze rację. Ale żeby zasłaniać się maskami?
|
|